Marcin Makowski

Dyptyk: Now and Then


Now

Czy pamiętasz jak przyszliśmy tu, jak zjawiliśmy się tu? Ile to już lat chodzimy tutaj, po mieście tym, po okolicy tej? Ile to lat odwiedzamy budynki te same, a zaraz za nimi te inne, wybudowane nowo? Czy pamiętasz jak ciebie pytałem dlaczego herbata nie smakuje tak jak pachnie, dlaczego aromat łudzi tak? W okolicy tej nie ma już dawnych budek, kiosków tych z jedzeniem, zapiekankami, frytkami i hamburgerami za trzy pięćdziesiąt. Nie ma hamburgerów już za trzy pięćdziesiąt, tych bułek po brzegi wypchanych surówką, obficie polanych majonezem i keczupem. Teraz jada się kebaby za siedem pięćdziesiąt najtańszy i nie zawsze zapycha tak dobrze.

Czy pamiętasz czasy te jeszcze? Czy pamiętasz jak razem myśleliśmy że wreszcie wszystkie kobiety będą piękne skoro mamy już chirurgię plastyczną i silikonem naprawić to co zepsute uda się? Czy pamiętasz jak wierzyliśmy w koniec tej historii, która potem rozpoczęła się na nowo i wtedy wierzyliśmy że tym razem to już naprawdę koniec? Ile to już lat odwiedzamy ulice te same? Chirurgia plastyczna jednak dalej za droga, strach przed nią duży wciąż, ale cieszyć można się pięknymi ubraniami właściwie kolorystycznie dobranymi do nowoczesnych fryzur, tak że oderwać trudno wzrok. Oni tak jaskrawo odcinają się od reszty, nawet gdy na ciemno ubrani są. Czy pamiętasz tę brunetkę dobrze opaloną z obcisłą bluzeczką na ramiączkach we wzorze Pollocka ze stanikiem z push-up efektem? Patrzyłeś, podziwiałeś i inni wypominają ci to, ale już nie pamiętasz. Ile to rzeczy już zapomnieć zdołaliśmy?

Siadamy na ławce, siadamy na krześle, siadamy w ławce, na krześle siadamy, potem wstajemy, potem kasujemy bilet, ile to lat już tu? Pamiętasz jak wierzyliśmy w zmiany na lepsze możliwe zawsze? Nic nie smakuje gdy jesteś przejedzony choć wejdzie coś jeszcze słodkiego. Dopychasz się drugim, trzecim orgazmem tego dnia, całkowicie wypełniony opróżnieniem. Czy pamiętasz te tygodnie gdy orgazm nie potrzebny nam był? Mówiłeś mi, że o to chodzi właśnie, że właśnie o to, zapomniałeś? Czy pamiętasz jak wierzyliśmy razem, że po każdym upadku podniesiemy się bo za długo leżeć nie jesteśmy w stanie? Ile to lat już leżymy razem spacerując? Ile to lat już umieramy razem w zmartwychwstanie wierząc?

Ile to lat już ulice te i kawiarnie te i restauracje te i kino to i dom kultury ten? I zawsze też tak jak ja masz to uczucie że wyrywają ci to miasto kawałek po kawałku z pamięci ciała. Gmach nowy tu, skrzyżowanie zamiast ronda tam i czujesz się jak siebie samego wspomnienie, niby ten sam ale jednak nie. Czy pamiętasz jak byliśmy tu sami, jak z kimś byliśmy tu, jak z nim byliśmy tu, jak potem z nią byliśmy tu, jak później z nimi byliśmy tu, jak potem nigdy nie wracaliśmy tu? Ile to lat już przechadzamy się razem mając nadzieję, że spotkamy tego kogoś kto trąci nas, złapie, powie gdzie iść teraz. Czy pamiętasz jak wierzyliśmy, że siebie znajdziemy, takiego kogoś jak my w skórze innej kobiety, albo w skórze mężczyzny innego. Ile to poszukiwań już za nami, ile nadziei, wypatrywań ile? Czy pamiętasz jak w podróży każdej o właściwego pasażera modliliśmy się, jak na prawdopodobieństwo dwóch zdarzeń losowych, że my i ten ktoś w tym samym pociągu o tej porze właśnie i w jednym wagonie i w tym samym przedziale jechać będą, liczyliśmy? Czy pamiętasz jak śmialiśmy się, że dla takich jak my serwisów randkowych ani poznajmy się ani portali ani społeczności internetowych nie ma, bo musiałby go założyć jeden dla jednego? Jak mimo to przeglądaliśmy serwisy te i portale te i zdjęcia pięknych kobiet oglądaliśmy w nadziei, że może właśnie ona to?

Próbujemy jednak zapomnieć o tym już. Próbując Ballantines'a. Próbując Tullamore Dew. Próbując Glenfiddich. Z wodą próbując, z lodem próbując, z tonikiem próbując, z żyletką przy nadgarstku. Czy to co teraz, szanse jeszcze ma? A później?


Then

Zawsze gdy mnie mordujesz mam to dziwne uczucie, że zmartwychwstanę z twoich rąk.

Zawsze gdy mnie zabijasz i gdy czuję, że krew już stygnie i wydaje mi się tylko plakatową farbką spływającą po spirali do zlewu, mam to dziwne uczucie, że jeszcze kiedyś będziemy śmiać się z tego.

Zawsze kiedy przychodzę na twój grób i jak zwykle nie mam kwiatów, ani nawet już słowa czy komentarza, puenty, wielkiej myśli w hollywoodzkim stylu wydaje mi się że siądziesz obok mnie na ławce i zapytasz kim była ta co tu leży, dlaczego imię ma jak twoje i urodziny tego samego dnia, zapytasz o co w tym wszystkim chodzi i zrobisz mi awanturę na cmentarzu, że opłakuję jakąś inną, a przecież ciebie tylko kochać miałem. Na tej starej, zielono-brązowej ławce będę siedział razem z tobą i spojrzę to na ciebie to na kamień. Wypłynie wszystko ze mnie i nawet nie zdołam cię uścisnąć zanim rozpłyniesz się. Zostanę tak wpatrzony w pustkę otaczającą tę ławkę, drzewo, nagrobek.

Zawsze gdy odwiedzam twoje mieszkanie mam tę dziwną potrzebę znaleźć coś nowego jak skasowany bilet autobusowy albo folder z galerii. Przekładam twoje rzeczy, wyjmuję książki i rozkładam na stronach, o których zapomnę gdy wrócę tu za tydzień. Podlewam kwiaty, zaglądam na półki, wyciągam albumy ze zdjęciami. Musze je potem szybko odkładać by nie zatopić się w przeszłości. Szukam moich pamiątek, pamiątek danych tobie, pamiątek od ciebie, które u ciebie zostawiłem. Dawno temu wywiało większość mnie z twojego mieszkania.

Zawsze gdy do ciebie dzwonię wściekam się na ciebie i krzyczę czemu nie odbierasz, po co ci telefon skoro z niego nie korzystasz, cały czas opłacam za ciebie abonament, a ty nawet nie raczysz odpisać esemesa. Zawsze gdy idę na spacer z twoją córką mam to dziwne pragnienie by opowiedziała mi w co się ostatnio z tobą bawiła, jak śmiałaś się do niej i jak bardzo ją kochasz. I zawsze gdy ona o tobie mówi pragnę nie rozpłakać się po raz kolejny i nie zostać przez nią zapytany co się stało i dlaczego płaczę. Zawsze gdy ją huśtam udaję, że to ja starzeję się a ty stajesz się dzieckiem. Z tego punktu widzenia nie różnicie się wcale.

Z Twoją córką oglądam zawsze te same bajki, Madagaskar, Skok przez płot i zawsze śmiejemy się w tych samych momentach co z tobą.

Zawsze gdy odprowadzam twoją córkę twój mąż płacze razem ze mną, potem krzyczy abym wynosił się i już nigdy nie wracał, potem uspokaja się i parzy mi kawę. Zawsze włączamy telewizor i siedzimy w ciszy udając że oglądamy. Zawsze gdy spotykam twoich rodziców mają ten wymowny ból w oczach i nigdy nie wiem co oni właściwie myślą, bałem zapytać się. Zawsze gdy mam to dziwne uczucie, że już w ogóle ciebie nie ma tak bardzo, że nigdy nie istniałaś, ty przypominasz mi się piosenką w radio albo filmem w wieczornym seansie. Czasem mam wrażenie, że chyba nie ma rzeczy niezwiązanych z tobą.

Twój mąż palił kiedyś moje listy do Ciebie, chował dane Ci prezenty. Prosi mnie teraz bym znowu je pisał i wysyłał, a on znowu będzie je niszczyć, próbując obawiać się, abyś się o tym nie dowiedziała. A ja mam nadzieję, że jak wrócisz, to powiesz mu, że tak nie wolno i że to nie w porządku, a potem do mnie zadzwonisz i powiesz, że mam Ci już dać spokój.

Zawsze kiedy przyspieszam jadąc samochodem, mam to dziwne przekonanie, że tym razem namówię siebie i rozpędzony uderzę w drzewo, bo nie ma dla mnie miejsca w pustce po tobie, ale nie robię tego, bo wiem że byłabyś na mnie zła, zrobiłabyś mi awanturę, a potem płakała wierząc, że jednak jakoś z tego wyjdę. Zawsze gdy wracam do siebie przypominasz mi się głosem w głowie, mówiąc że trzeba dbać o siebie, żebym posprzątał i tak dalej, a ja nie mogę, bo gdy tylko zaczynam coś pęka we mnie i tylko oczy rozlewam na podłogę.

Zawsze kiedy przeglądam serwisy randkowe rozchodzę się w dwóch równoległych kierunkach, wyświetlam podobne do ciebie i wyświetlam zupełnie niepodobne. Nie wiem, które pozwolą mi sobie z tym poradzić

Zawsze gdy zasypiam kładę się na twojej stronie aby ręce nie szukały twojego ciała. Zawsze gdy się budzę zastanawia mnie, gdzie poszłaś, czy miałaś dziś wcześniej do pracy i nigdy nie mogę zrozumieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Nie przestaję jednak próbować.

03.03.09
Marcin Makowski






© Copyright by Marcin Makowski