Marcin Makowski

Na początek


Tłumaczenie tekstu: TO BEGIN WITH by Mark Amerika

Pierwszą rzeczą jaka przychodzi na myśl gdy zaczynam wygłaszać ten monolog jest czas gdy codziennie przemierzałem okoliczny zaułek w centrum mojego miasta. Każdego dnia szczupła nastolatka śledziła mnie z zachowaniem przyzwoitej odległości wzdłuż tej uliczki, obserwując mnie swoimi sympatycznymi i ciekawskimi oczkami. Była bardzo wysoka jak na swój wiek i miała czarne włosy z przedziałkiem na środku. Jej żółte tygrysie oczy przeszywały mnie od tyłu tak, jakby przyczepiły się do moich ramion i nie chciały dać się strząsnąć, chyba że zwrócę na nią uwagę, a wówczas odczepi je prezentując mi całą swoją sylwetkę.

Jej ciało było jak u kobiet dwa razy starszych od niej i nie była w stanie ukryć faktu że jej głównym pragnieniem było nakręcanie się na mnie każdego dnia gdy ją mijałem. Jej matka, wstrętne stare babsko z papilotami i wsuwkami we włosach, chciałaby złapać to dziecko i zaprowadzić z powrotem do sutereny, w której mieszkali. Zdarzało mi się słyszeć jak matka smagała to biedactwo, krzyczącą na nią za jej opieszałość. Było mi przykro z jej powodu i nie wiedziałem co poradzić.

Pewnego dnia dziewczyna szła uliczką naprzeciwko mnie i za każdym razem gdy próbowałem minąć ją wyskakiwała wprost przede mną i zwalniała tak, że nie miałem innej możliwości jak obejrzeć ją sobie dokładnie. Oglądana od tyłu była w całkiem zgrabna i w końcu, gdy już niechybnie okazałbym nadmierne zainteresowanie z możliwością wzajemnych oskarżeń o pożądliwość, obróciła się nagle i zapytała o moje imię.

Nie mam imienia - powiedziałem.

To zwiększyło jej ciekawość jeszcze bardziej. Powiedziała że każdy ma imię i jeżeli ja nie mam to jestem dziwakiem.

Tak - odrzekłem. - Jestem dziwakiem. Jestem dziwniejszy niż wszechświat który mnie stworzył, a mimo to - spojrzałem na nią przepełniony poczuciem winy przestępcy, który wie, że zaraz ponownie wkroczy na zakazany obszar - ty jesteś jeszcze dziwniejsza. Jesteś szalona.

Wywróciła oczami w stronę nieba, a jej język rozłożył się na krawędziach jej cienkich, wydymanych ust.

Spójrz na siebie! - kontynuowałem. - Nie jesteś nawet człowiekiem. Straciłaś poczucie siebie jako istoty ludzkiej. Wykrzywiasz swoją twarz w moją stronę tak jakbym był malarzem gotowym przeprowadzić inspekcję bezkształtności twojego jestestwa.

Spojrzała na mnie w górę i w dół niepewna tego kim jestem. Mój brak tożsamości wzmógł jej apetyt jeszcze bardziej niż początkowo przypuszczała. Przygryzła dolną wargę a jej oczy osunęły się wolno i utkwiły wpatrzone w moje krocze.

- Na co się tak gapisz?
- Zastanawiam się jakby to było.
- Nie powinnaś myśleć o takich rzeczach. Jesteś jeszcze dzieckiem.

- Tak, wiem. Ale mój umysł nie pozwala mi myśleć o niczym innym. Widziałam filmy w telewizji, zdjęcia w czasopismach. Wiem co tam jest, a mimo to jeszcze nie miałam okazji aby tak naprawdę tego zakosztować. W wyobraźni często zastanawiałam się jakby to było. I z tobą, z kimś zupełnie obcym, myślę że to mogłoby się zdarzyć. Zdarzyło się wcześniej.
- Jak mogło się zdarzyć już wcześniej? Dopiero co powiedziałaś ...
- Skłamałam. Zawsze kłamię. Kłamczucha ze mnie. Skłamałbym tobie jeżeli pozwoliłbyś mi być tą jedną która to uczyni.
Powiedziałem jej że to niemożliwe. Krew i wściekłość wypełniły mój mózg. Byłem niezdolny do miłości ale wiedziałem, że ona i tak będzie mnie ścigać. Czyniło to wszystko tak trudnym.
- Nie pisnę ani słowa. Nikt nie wie o tym oprócz mnie i ciebie. Nawet mi nie zależy, naprawdę, ale muszę dowiedzieć się dla samego siebie o co w robieniu tego tak naprawdę chodzi. Później nadejdzie czas gdy to będzie coś dla mnie znaczyć i wtedy będę myślał o takich rzeczach. Ale teraz to jest kim jestem a ty jesteś Nikim. Będę udawał że nawet nie istniejesz.

To ostatnie wydawało się bardzo szczere i było jedynym sposobem w jaki mogłem o niej myśleć. W jakiś sposób wiedziała to, poprzez zachowywanie się tak jakbym nie istniał, mogła wzniecić jedyne możliwe zainteresowanie jakim byłbym w stanie ją darzyć. Powiedziałem jej, że nie jestem zdolny do miłości.

- Miłość nie jest prawdziwa - odrzekła. - To jest prawdziwe - i objęła moje krocze swoją spoconą dłonią.

Kto wie co mogła sobie myśleć? Zawsze istniała możliwość że była starsza niż na to wyglądało za pierwszym razem. Może była starszą siostrą tej którą widziałem jak śledzi mnie swoimi oczami w tamtych dniach. Ale to niedorzeczność. Spekulacje zwykle zaciemniają obraz. Próbowała rozpiąć mój rozporek.

- Nie - powiedziałem. - Nie tutaj. Nie w tym zaułku, Ktoś nas zobaczy.

Zabrała mnie do środka małpiego gaju na boisku tak jakby wiedziała że nikogo tam nie będzie.

- Nikogo tu nigdy nie ma - powiedziała. - Kilka dzieciaków które mieszkają w tej okolicy są zmęczone byciem małpami. Postanowiły że lepiej jest zostać w domu i oglądać telewizję.

Biorąc jej głowę w dłonie, delikatnie i ostrożnie, obserwowałem ją jak z łatwością pochłania moje genitalia. Była jak malutkie zagubione zwierzątko które wreszcie znalazło dom...

04.08.08
Marcin Makowski






© Copyright by Marcin Makowski