Marcin Makowski

***


Spoglądam za siebie i dostrzegam jak bardzo.... NIE! Nie zacznę w ten sposób kolejnego zdania. Mam już dość obecnego we mnie patosu. Mam dość tej bezsensownej próby czynienia wszystkiego większym niż jest. Mam już dość sformułowań: albowiem, ponieważ, otóż, zatem, więc. Rzygam zdaniami wielokrotnie i podrzędnie złożonymi.Koniec z końcem, wielkimi kwantyfikatorami, każdy, wszyscy, nikt. Chciałbym już pozbyć się tych wszystkich a może, a gdyby, i kiedy tylko. Pozbyć tych łudzących nadzieją i majaczących wielkością sformułowań typu dostrzegę wówczas, zrozumiem, przeżyję, odczuję, jestem lub nie jestem. Wkurwiają mnie narosłe we łbie frazesy i cytaty samego siebie. Te wszystkie słowa od słuchania których robi się dobrze, miło, ciepło i wilgotno. Mam dość konieczności budowania klimatu by móc się tylko choć trochę porozumieć. Mam dość mówienia że mam dość. Irytuje mnie literatura, pojęcie literatury, jej białkość między literami. Męczy mnie słuchanie literackich sporów, roztrząsanie literackich spraw, literackich pojęć. Mówienie o barthesie i o śmierci czytelnika, mówieniu o tym jakiej literatury potrzebujemy. Krępuje mnie ta zaściankowość literatów, żyjących w prozach i poezjach, postrzegających wszystko przez stylistykę wypowiedzi i zgrabne recenzję na tyłach grubych okładek opasłych tomów. Miniatury literackie wkurwiają jeszcze bardziej, bo pretendują do miana wielkich poprzez swój minimalizm. Umaczane, ugotowane w słowach, oślizgłe, zasmażone w gęstwinie zdań, męczą mnie te dyskusje o słowie pisanym. Te niskie literackie podlizywanie spodów, którymi filozofowie już dawno przestali się interesować bo uznali je za błahe. Paćkanie się w tym bez jakiejkolwiek idei, bez szaleństwa hitlera, bez chęci uderzenia w najsłabsze punkty naszego człowieczeństwa i ludzkości w ogóle, jest po prostu kompletnym nieporozumieniem.

15.05.06
Marcin Makowski






© Copyright by Marcin Makowski