![]() | |||||||||||
Schizofrenia1. Skulony i nagi, schowany za ręką wspierającą głowę. Zupełnie tak jakby się miał zaraz przewrócić. Czasami przyjmuję w rzeczywistości takie pozy, które normalnie mogłyby wyglądać jedynie w teatrze, lub w jakimś innym przedstawieniu, oglądanym przez miliony mrugających oczu pomlaskujących językami. Bandy idiotów kłębiących się, rozwrzeszczanych, pokrzykujących euforyczne zdania, zupełnie tak jakby płaczący wariat usiłował się śmiać. Dziwne że jeszcze nikt nie zrobił jednej wielkiej parodii z tej ich eksplozji uczuć, która mija równie szybko jak całe ich życie, z każdą kolejną zmianą. Najdoskonalsze osiągnięcie natury? Oni?! Nie potrafiące przyzwyczaić się do samych siebie, nie mówiąc już o otoczeniu, rozbiegane mrówki? Żeby oni tak chociaż wiedzieli o co im chodzi, a oni nawet tego że pragną spokoju nie potrafią zrozumieć. Ich własne chęci wykraczają poza możliwości poznawcze ? tacy są doskonali. Codziennie wykrzykujący nic nieznaczące hasła, codziennie kupujący niepotrzebne produkty, codziennie walczący, tylko po to, aby następnego dnia znów stanąć do walki. Zawsze pragnący być lepsi od kogoś, ale nigdy od samych siebie. Pustka przywdziana w skórę. Próbowałeś kiedyś wniknąć we własne myśli? Spróbować zrozumieć samego siebie? To bardzo niebezpieczne, szczególnie wtedy, gdy obawiasz się zbyt wielu rzeczy. Czasami stojąc w obliczu prawdy, lub tego co może się wydawać prawdą nie pragniesz niczego innego jak tylko po prostu roztrzaskać sobie głowę o kamień. Właśnie nie umrzeć spokojnie i po prostu, tylko z wielką agresją uczynić coś widowiskowego, tak aby było jasne, że to co wiesz, to nie są jakieś tam informacje możliwe do uzyskania przez każdego zwykłego mieszkańca tej planety. Twoja wiedza jest wielka, ponieważ opiera się na rozumieniu, a nie bezmyślnie powtarzanych zdaniach. Uzyskałeś dar najcenniejszy, tak jak ja. Żadna wróżka, bioenergoterapeuta, jasnowidz czy też uzdrowiciel, nie może równać się z tym, czym Ty jesteś. Co z tego, że uleczą miliony, że nakarmią głodujących i pocieszą zasmuconych? Co z tego, że jednego dnia czyjś smutek zniknie, skoro następnego znowu się pojawi? Ty masz dar, prawda? Ty ROZUMIESZ! Widzisz połączenia, nie tylko te, które istnieją, ale także te które były i które wciąż mogą zaistnieć. Ja też je widzę. Miliardy pcheł na tej planecie uciekają od własnego istnienia, ogłaszając że ich działanie to jedynie przyzwyczajenie, przywyknięcie do pewnego stanu rzeczy. Codziennie ludzie stwierdzają że nie mają wpływu ani na własne życie, ani też na samych siebie ? ja taki już jestem powtarzają wytrwale. Człowieka zagubionego we własnych kłamstwach nie można wyciągnąć poprzez prawdę. Należy nakłamać mu jeszcze więcej, należy stworzyć mu już taki stopień zakłamania, że podjęcie jakiejkolwiek racjonalnej decyzji stanie się niemożliwe; właśnie wtedy uda mu się wyjść, gdyż będzie musiał znaleźć rozwiązanie, godzące wszelkie sprzeczności. To się nazywa znajdowanie porządku w chaosie. Kiedy tak siedzisz we własnej głowie i oglądasz każdą swoją myśl, próbujesz przebić się przez mur, którym sam jesteś, możesz doznać dwóch rzeczy. Twój umysł albo zacznie się cofać, wszystko zgęstnieje i wręcz poczujesz na sobie nicość, albo wygrzebiesz się z dna i ogarniesz całym sobą wszystko to, co w danej chwili jest ważne. Jeżeli spróbujesz stanąć po środku, staniesz się po prostu jednym z nich. Nie będziesz wiedział co robisz, ani po co i będziesz sobie wmawiał że to bardzo ważne. Ludzie nazywają życiem codzienne procesy jakie ich otaczają, głód, reakcje fizjologiczne, rozmowy, odgłosy pracujących maszyn, ruch... Nie dostrzegają, że prawdziwe życie istnieje tylko w dwóch momentach ? kiedy umierasz i kiedy się stajesz. Stawanie się, czyli rozwój, zmienianie samego siebie. Każdy Tobie powie że to czyni, ale niewielu tak naprawdę to potrafi. Nie można się stawać poprzez zasady, instrukcje zachowań, nikt nie jest w stanie nauczyć Cię tego jak się stawać. Albo jesteś do tego zdolny, albo nie. Od dziecka wiedziałem że z tym światem jest coś nie tak, od dziecka czułem ogromne niezrozumienie, ogromny brak rozsądku w codziennych pracach. Moje stawanie się jest zawsze wtedy, gdy ktoś naprawdę pragnie mnie wysłuchać, a to znaczy że i on chce się stawać. Kończy się zawsze wtedy, gdy brakuje tej możliwości, a wręcz jest ona usunięta z mojego życia ? następuje śmierć. Śmierć to nie jest sztywne, gnijące ciało, lecz po prostu brak życia. Usłyszany lecz nie wysłuchany, przeczytany lecz nie odczytany, taki jestem na co dzień. Ludzie się kłócą, sprzeczają, wygłaszają tezy i antytezy, a nikt z nich nie rozmawia naprawdę, nikt tego nie czyni, bo nikt też słuchać nie chce. Aby słuchać trzeba chcieć słuchać, a żeby chcieć słuchać trzeba chcieć usłyszeć coś, co może być użyteczne, możliwe do wykorzystania. Ludzie są ze sobą tylko wtedy, gdy są sobie potrzebni, w każdych innych warunkach ich relacje ulegają rozpadowi. Miliardy dobrodusznych serc podnoszą teraz okrzyki sprzeciwu, że przecież oni tacy są wielcy altruiści, że pomagają, że się poświęcają, że coś tam... Nikt nie widzi jak wiele zyskuje, poprzez to swoje dawanie. Mało kto znajduje radość w czystym dawaniu, w możliwości stawania się kimś dla kogoś. Ludzie dają oczekując zwrotu, nagrody tu na ziemi lub w jakimś przytulnym niebie. Nie potrafią dawać naprawdę, bo aby móc to czynić, trzeba znać tego, komu się coś ofiarowuje. A jakże oni mają znać kogokolwiek jak nawet samych siebie nie znają. Ludzie szukają drugiej połowy, a nie znaleźli jeszcze pierwszej. Każdy, jak tylko zapytasz, nagle stanie się miłym, uczynnym człowiekiem, który stara się być lepszy, rozumieć więcej; zawsze są tacy kiedy tylko pytasz, nigdy więcej. Zresztą zawsze to czasami tak rzadko, a nigdy to tak bardzo często. Ile można tego słuchać? ? zapytają jedni. To takie fajne ? odpowiedzą drudzy. Niezależnie czy okrzykną mnie geniuszem, czy też może nastroszonym, zbuntowanym wiecznym opozycjonistą, któremu po prostu brakuje uśmiechu i dlatego na wszystko krzyczy (ludzie zawsze mają jakieś ciekawe wyjaśnienia), bez względu na to czy usłyszy to dziesięć czy też dziesięć tysięcy ludzi to i tak niewiele się zmieni. Jedyne zmiany jakie mogą zaistnieć to parę liczb, ktoś umrze, ktoś się urodzi, ktoś wyda pieniądze, ale w żadnym dzienniku czy też gazecie nie dowiesz się o tym, że ktoś stał się lepszym człowiekiem, o tym że ktoś coś wreszcie zrozumiał. Wszystko przepadnie w ustach kretynów, bez znaczenia czy będą Cię chwalić czy obrzucać błotem. Więc po co? Po co te słowa? Nie ma powodu, życie nie potrzebuje sensu aby istnieć, to człowiek zawsze o niego pyta. Zawsze masz te dwa rozwiązania, możesz udać się w niebyt lub próbować coś robić. To czysta decyzja, moja jest podyktowana zwyczajną kalkulacją. Na śmierć jest zawsze czas, jeżeli czeka mnie nicość, na pewno zdążę, nie potrzebuję się nigdzie śpieszyć. Jeżeli jednak jest inaczej, jeżeli gdzieś się pomyliłem, może warto zużyć trochę ziemskiego czasu, może znowu zacznę się stawać, może po śmierci czeka mnie wieczność, moje osobiste niebo. Można cały dzień przesiedzieć z założonymi rękami, co ja mówię, można całe życie w ten sposób spędzić, a można też po prostu spróbować coś robić. Wybór zawsze należy do Ciebie. Pytanie brzmi jak chcesz żyć, czy chcesz się złościć na wszystko, codziennie oglądać telewizję, od czasu do czasu leżąc na kanapie, a o standardowych porach konsumować posiłki, czy też jednak wykorzystać każdą sekundę po to, aby się zmienić. Ludzie mawiają, że to nie takie łatwe i rzeczywiście, mają rację ? w dzisiejszych czasach odnalezienie własnych chęci jest najtrudniejszym ze wszelkich zadań. Nie mówię tego dla kogoś, to wszystko jest dla mnie. Gdybym myślał o słuchaczu, zagubiłbym się tak jak miliony innych, między wierszami usiłujący dostosować własną duszę do czyichś upodobań. To taka terapia, sposób na odpoczynek, na ponowne zrozumienie samego siebie, na to aby nie zagubić się w codziennym umieraniu. 2.Kuracja w ogóle nie pomaga, jestem zmęczony, tak bardzo że nie potrafię odpocząć. Zazwyczaj wtedy, gdy masz zbyt duże oczekiwania, gdy spodziewasz się konkretnych rezultatów, o których zaistnieniu oczywiście nie może być mowy, gdyż tak bardzo ich szukasz że aż nie dostrzegasz, zazwyczaj właśnie wtedy stwierdzasz że to co robisz jest bezcelowe. Wystarczy mały zawód, porażka, która tak naprawdę nie istnieje, abyś przestał czynić coś naprawdę dobrego. Czy możesz o tym wiedzieć? Czy możesz mnie w ogóle słuchać nie mając możliwości widzenia moich oczu, mimiki twarzy? Jeżeli chce się komuś coś przekazać, najlepiej uczynić to obrazem, dźwiękiem. Samo słowo, bez tonacji, jest nic niewarte. Znaczenie wszystkiego rozmywa się w szeregu możliwości, w oparach niezrozumienia, nie tafia nic do głuchych, lub do tych, którzy chcą słuchać jedynie tego co już znają. To nieprawda że ludzie nie chcą się otworzyć, po prostu w ich drzwiach brakuje klamek, ściany obite są miękkim materiałem, schronienie od zła jest również ucieczką od dobra. Skulony i nagi, schowany za ręką wspierającą głowę ? tak chyba zacząłem. Tak chyba wszyscy zaczęli swoje życie, nadzy, zwinięci w kłębek. Żartowałem kiedyś, że po narodzinach dzieci płaczą, właśnie dlatego, ze nigdy nie chciały się rodzić, głośno krzyczą aby zabrano je z powrotem. Kim jestem? Chyba nikogo to nie obchodzi, znacznie bardziej znaczące jest to, czy mam coś ciekawego do powiedzenia. Ciekawego, to znaczy coś o czym każdy mógłby sobie spokojnie i bezpiecznie porozmawiać, a potem wrócić do uprzednio wykonywanych czynności. Poszukujesz uczuć? Miłości, nienawiści? Pragniesz przeżyć fascynującą przygodę, odkryć coś niesamowitego? To nic dziwnego że wielu marzy o tym czego nie ma, dziwne jest to, że nikt nie wie iż wszystko czego mu trzeba ma w zasięgu ręki. Wszystko czego mi potrzeba, mam pod ręką ? to miałem na myśli mówiąc, że opieram ją o głowę... Nie rozumiesz? Słuchaj dalej. Jestem wszystkim czego sam potrzebuję, gdy jestem zasmucony potrafię mnie pocieszyć, gdy robię coś złego krzyczę na siebie, wymierzam sobie karę, daję nagrodę, jedynym moim największym przyjacielem (o ile w ogóle można tak powiedzieć, że ktoś może być największym lub najmniejszym przyjacielem) jestem JA SAM. Nie potrafisz poczuć tego gdzie jestem, ale mogę Ci to opisać. Wszystko jest niewyraźne, nie dostrzegam ani kolorów, ani kształtów ani własnych uczuć. Jeżeli zbyt długo patrzę się na własne ciało, wydaje mi się wówczas nie moje. Jest ciemno, nawet jeżeli słońce wdziera się przez okno to i tak jest ciemno. Wszystko dlatego, że nie jestem tam gdzie jest moje ciało, jestem znacznie głębiej, jakby bardziej w samym sobie. W pamięci trzepocą się nieistotne wspomnienia, resztki dnia wczorajszego, marzenia dawne i teraźniejsze. W głowie aż huczy od wyobrażeń o tym co będzie jutro, o kimś kogo szanuję, o sobie samym. Czasami da się zobaczyć czyjś wyraz twarzy nie widząc go naprawdę, słyszy się to w tonie jego głosu. To czego teraz słuchasz też ma swój ton i ja mogę go określić. Trochę się mu poddaję, starając się zachować całość tego co chciałbym powiedzieć, tracę siebie na rzecz tego co mówię i w zasadzie staję się nie sobą lecz właśnie mówieniem o sobie. To coś niewyobrażalnego, jakby czyste słowo, bez mówcy. Ton? Spokojny, wolny, smutnawy. Ludzie nie lubią smutnych rzeczy, a raczej nie tyle smutnych co pozbawionych nadziei. Nadzieja to jedyne co mają. Kretyńskie pytania. Wszystkie pytania są kretyńskie, jeżeli ten kto je zadaje, wcale nie chce znać na nie odpowiedzi. To wydaje się wręcz śmieszne, że można mówić coś czego się nie chce z własnej woli, że można rozmawiać nie rozmawiając, ale jest tak naprawdę. Wszyscy czują się nieswojo gdy zapada cisza. No, może nie wszyscy. Cisza to taka pustka, którą trzeba czymś zapchać, dobrze jest wtedy włączyć muzykę, lub właśnie porozmawiać o czymś nie mającym najmniejszego znaczenia dla żadnej ze stron. Czy wiesz kim będziesz po usłyszeniu tylu słów, z których żadne nie zostało napisane z myślą o Tobie? Staniesz się mną, przez moment, przez pięć sekund będziesz myślał tak jak ja, oczywiście jeżeli strach Cię nie powstrzyma. By móc kogoś słuchać, musisz po części stać się mu podobnym, inaczej to co słyszysz nie będzie miało dla Ciebie żadnej wartości, tak jakby dla niego nie miało, gdyby nie był samym sobą. Nie będziesz w stanie słuchać mnie dalej, jeżeli po części się do mnie nie upodobnisz, a może już to zrobiłeś? Może właśnie teraz, jakaś część Ciebie przestaje myśleć o tym aby było cicho i spokojnie, może pragnie skosztować dna? Chcesz przeżyć upadek z dużej wysokości? Na samym dnie ciśnienie potrafi być miażdżące. Może lepiej uciekaj, póki jest czas, dno potrafi wciągnąć. Dno jest zniszczeniem wszelkich uczuć, dlatego spokój jaki się tam osiąga to jedynie obojętność, ale jest to w zupełności wystarczające, aby się o nic nie martwić. Pragniesz zatem wejść do mojej głowy? Myślisz że uda Ci się powrócić, że jesteś silny? Ludzie myślą o wariatach, jak o głupcach, którzy niczego nie wiedzą i niczego nie potrafią. Żeby tylko wiedzieli jak bardzo się mylą. Prawdziwie psychicznie chorzy to zawsze geniusze, nie próbują się dostosować do otoczenia, lecz dostosować otoczenie do siebie. Pragną aby wszyscy stali się im podobni i wiedzą jak to czynić. Tych, których udało się złapać i zamknąć w zakładach dla obłąkanych, rzeczywiście można by nazwać głupcami, lecz reszta, chodzi spokojnie nie pokazując swojej prawdziwej natury. Zawsze się ich boisz, choć nigdy nie wiesz dlaczego. Podświadomie wiesz że są silniejsi niż ktokolwiek, bo to co czują, zależy nie od otoczenia, lecz od nich samych. Przeszywają Cię swoim wzrokiem i zawsze wiedzą o Tobie to, czego im nie powiedziałeś. Zdecydowany na dalszą podróż? Jeszcze głębiej? Oszalejesz, nim zdążysz usłyszeć zakończenie tej opowieści.. 3.Trudno to nazwać przemieszczaniem się, to raczej próba pokonania paraliżu, wewnętrznego paraliżu. Kiedy nikt nie widzi układam swoje ciało w pozycjach wyraźnie pozbawionych energii. Głowa oparta o ziemię, ręce jakby rozrzucone wokoło, wszystko zupełnie tak jakby się zaraz miało zawalić. Z pustym wyrazem twarzy i wzrokiem wbitym w nicość, przechylam swoje ciało z lewej na prawą stronę. Po schodach wdrapuję się jak pies, albo raczej małpa, bardzo powoli. Jak to się zaczyna? Po prostu zdajesz sobie sprawę z tego że nic nie ma, a potem ta nicość już tylko rośnie. Każdy kto mnie wtedy widzi nie jest w stanie złapać ze mną kontaktu. Wyglądam jak trup, jak ciało pozbawione duszy. Wyobraź sobie, że to wszystko co teraz Cię otacza kiedyś zniknie. Każdego dnia coś czyha na tą Twoją własność, na Twoich bliskich, na Twoje życie. Każdego dnia coś może zostać utracone, coś może odejść. Każdego dnia ktoś może Cię okraść, pożar może zniszczyć Twoje cenne dokumenty, wszelkie dane, zapiski, rzeczy utrwalone, mogą nagle przestać istnieć. Nigdy nie wiesz czy dzisiaj nie zginiesz potrącony przez samochód, zagryziony przez psa, porażony prądem, uduszony, może coś spadnie Ci na głowę, albo potkniesz się w taki sposób że rozłupiesz sobie czaszkę. Nigdy nie wiesz co dokładnie dzieje się z Twoimi bliskimi pod Twoją nieobecność, może ktoś chce im odebrać życie, godność, własność? Każdego dnia może Cię zaatakować jakaś choroba, może się zdarzyć wypadek w miejscu w którym się uczysz lub pracujesz. Co tak naprawdę masz? Czego jesteś pewien? W każdym momencie możesz to wszystko utracić na skutek niefortunnych wydarzeń, Twoi bliscy mogą odejść, a Ty sam zaczniesz umierać, kim zatem jesteś? Co stanowi o tym kim jesteś? Czy będziesz nikim tylko dlatego, że wylądujesz samotnie w koszu na śmieci? Kim będziesz gdy stracisz wszystkie kończyny? Gdzie tak naprawdę zaczyna się Twoje życie? To kim jesteś, możesz stwierdzić jedynie w relacji z otoczeniem, poza nim, jesteś nikim. Siedzisz samotnie, nagi w ciemnym pomieszczeniu. Wokoło nie ma nic i jedyne co możesz zrobić to opuścić głowę, to jedyny sygnał jaki możesz dać. Wszystko jest głuche, nie da się posłyszeć żadnego dźwięku. Mrok i Twoja blada sylwetka widziana od tyłu, z opuszczoną głową, jakby czekająca na wyrok. Oddech staje się ciężki, klatka piersiowa zapada się coraz niżej i niżej. Leżysz wpatrując się w sufit, coś w Tobie wciąż się zapada, usta delikatnie otwierają się, przygotowane do ostatniego tchnienia. Znikasz.
Życie, tak jak śmierć to tylko chwila. Obróć się, co widzisz? Ile życia już minęło? Kiedy to było? Teraz jesteś tu, dzisiaj, a cała przeszłość? Jak się tu znalazłeś? Nie zdążysz się zatrzymać, wkrótce znowu spojrzysz jak wiele życia przesypało Ci się między palcami. Spójrz na swoje dłonie, czyż nie są stare? Ty umierasz i powoli zaczynasz to rozumieć... Właśnie wtedy gdy przestajesz już krzyczeć i płakać, zaczynasz opadać na dno. Kiedy zbliżam się do granicy śmierci, niemalże rzucam się po całym pokoju, trudno to zresztą nazwać rzucaniem się. Przypomina to raczej jakby konwulsyjny taniec, sprowadzony do powolnych ruchów tułowia i innych części ciała na podłodze. Owijam się kocami lub prześcieradłami, przylegam do ściany lub próbuję skryć się w jakiś kąt. Czasami narzucam na siebie koc w taki sposób, że wyglądam jak denat owinięty plastikowym workiem. Niekiedy składam dłonie na piersi i przez moment udaję nieboszczyka, wpatrując się pusto przed siebie. Gdzie jesteśmy? Siedzimy obok siebie na ciemnoniebieskich krzesłach w pustym, białym pokoju, w którym panuje półmrok. Przed nami wyjście, zamknięte przez kraty, zza których wydobywa się światło widoczne na podłodze w postaci kilku białych prostokątów. Nie widzisz mojej twarzy. Sam wybierz stronę po której siedzisz, ja osobiście wolałbym prawą ? bardzo lubię patrzeć w lewo gdy do kogoś mówię. Lubię też patrzeć w sufit, z lekkim zaciekawieniem, tak jakbym szukał tam Boga. To krzesła z oparciem, przypominają takie bajkowe krzesełka z przedszkola, jakby pomalowane farbą plakatową. Czy słyszysz mój szept? Czujesz mój oddech na swoim uchu? To co mówię jest niewyraźne, szept słyszysz zarówno z prawej jak i z lewej strony. Jest ciemno. Wszędzie wokoło ciemność i mój szept. To trochę jak sen, ale Ty to przeżywasz naprawdę, Ty to słyszysz! Nie jesteś w stanie rozpoznać wyrazów, ale je słyszysz. W co przeradza się ten szept? Mówi o czymś czego byś nie chciał? O czymś czego się boisz? Ktoś się z Ciebie śmieje, ktoś kto Cię nie lubi. Twoje koszmary? Dawno zapomniane potwory? Są tuż nad Twoją głową, przy Tobie, bardzo blisko, zaczynają dotykać, wchodzą w Ciebie, wdrapują się, wgryzają, rozszarpują. Czułeś to? Czy czułeś to już wcześniej? Możesz odetchnąć, ale powrócą gdy będziesz spał, bądź tego pewny. Wszystko wraca zawsze wtedy, gdy się tego nie spodziewasz. Zainstalujemy kamerę w górnym lewym rogu pokoju, dobrze? W ten sposób będziemy mogli widzieć na czarno-białym ekranie wszystko to, co się w nim dzieje. Na przykład tego człowieka, uderzającego bez przerwy głową o ścianę. Robi to bardzo powoli i rytmicznie, jakby wygrywał spokojną melodię, kończącą się potężnym uderzeniem. Być może dla Ciebie to nic nie znaczy, bardziej interesuje Cię krew i kawałki skóry na ścianie, niż to, dlaczego on to robi. A jak Ty byś się zachował, gdybyś dowiedział się o czymś, czego nigdy nie chciałeś wiedzieć? Co robiłbyś, próbując sobie wmówić że to nie prawda? Co ja bym wtedy zrobił? Czy jest coś takiego? Co takiego? Czy może być coś takiego? Czy prawda może być aż tak przerażająca? Zadziwiłbyś się jak bardzo... Trzymasz ręce przy ścianie, wciskasz się w nią prawym policzkiem. Widzisz jedynie szorstką biel , niewyraźny kawałek nosa i ust. Co myślisz? Przylegasz do niej bardzo mocno, omal nie zmiażdżysz sobie szczęki. Zsuwasz się i padasz na kolana. Dyszysz. Nie. To nie może być prawda. Co nią nie może być? To że nic tu nie znaczysz? To, że nawet gdy odejdziesz nic się nie zmieni? Czy czujesz teraz, dzisiaj, dawny ból z przeszłości? Wszystko przemija przyjacielu, Ty także. Oczywiście, jeżeli tylko zechcesz, możesz sobie wszystko odświeżyć. Jeżeli tylko się skupisz, będziesz mógł sobie przypomnieć smak i zapach ulubionej potrawy, odczuć na skórze dotyk wielu różnych rzeczy. Jeżeli tylko bardzo zechcesz, będziesz mógł sobie wyobrazić wszystko czego tylko pragniesz. Spójrz na jakiś przedmiot w swoim otoczeniu, czy jesteś w stanie wyobrazić sobie jaki jest on w dotyku? Jaki odgłos wydałby gdybyś nim rzucił, albo czymś w niego uderzył? To siedzi w Twojej głowie, prawda? Wszystko siedzi w Twojej głowie, oni także. Właśnie nadchodzą, przemykając ciemnymi korytarzami, nie słychać wyraźnych kroków, raczej jakiś szelest. A może to właśnie kroki? Ciężkie buty uderzające o betonową posadzkę? Zbliżają się, czujesz to. Ja też to widzę, ale raczej niewyraźnie, jakby jakieś cienie. Gdzie jesteś? Znów chowasz się w kącie? Przecież wiesz, że nigdzie nie uciekniesz. To czai się w Tobie! Daj mi spokój! Przestań! Odejdź! Szepty, wszędzie wokoło. Już koniec! Dosyć! Miliony słów, miliony twarzy, miliony szeptów. Przestań! Każdy inny, każdy coś mówi, każdy coś szepcze. To coś o Tobie. Śmieją się. Szydzą. Obrażają. Gniotą. Proszę, przestań! Są bardzo blisko, mówiłem że wrócą. Podchodzą, coraz bliżej, szepty stają się głośniejsze. Słyszysz je, prawda? Słyszysz też mój głos, wiem o tym. Czy widzisz moje oczy? Widzisz złowrogie spojrzenie, które przeszywa Cię na wylot. Wbija się w Ciebie i usiłuje pochłonąć. Czy wiesz już kim jestem? Jeżeli tu zostaniesz, zniszczę Cię! Lepiej uważaj, mogę zjawić się nieoczekiwanie. Mogę zatrzymać Ci się w gardle, gdy będziesz jadł, mogę czyhać w ciemnościach, gdy będziesz spał, zobaczysz moją twarz gdy tylko spojrzysz w lustro. O tak, stanie się tak, ale jeszcze nie dzisiaj. Dziś będziesz się jeszcze bronił, będziesz udawał że nic się nie stało, że niczego takiego nie widzisz. Ci, którzy tak czynią, kończą najgorzej. Wiesz dlaczego? Bo nie wierzą, że coś złego może ich spotkać i stają się z dnia na dzień mniej ostrożni. Ci, którzy są bardziej przezorni uważają na siebie dłużej, a niektórym udaje się nawet uwolnić, ale nie martw się, Ciebie to nie czeka. Ty już dawno temu dałeś się pochwycić i nawet tego nie widzisz, gdyż boisz się przyznać. A co jeżeli to prawda? Jeżeli jesteś zniewolony tylko o tym nie wiesz? Może tylko Ci się wydaje że jesteś wolny? Wydaje Ci się, że panujesz nad wszystkim, tylko dlatego że teraz siedzisz w bezpiecznym miejscu? Co to znaczy, bezpieczne miejsce? Żadne miejsce nie jest bezpieczne, dopóki niebezpieczeństwo jest w Tobie. Skąd wiesz czy w przypływie zdenerwowania, lęku, nie zrobisz krzywdy sobie lub komuś innemu? Jak często było tak, że nie potrafiłeś się uspokoić? Z czasem, pewne rzeczy rosną w siłę i powoli stają się niemożliwe do kontrolowania. To się może wydarzyć wszędzie i o każdej porze. Ktoś niechcący potrąci Cię na ulicy, ktoś czegoś zapomni albo się spóźni, nie zdążysz na czas na umówione spotkanie. Każdego dnia miliardy sytuacji, mogących zachwiać Twoją równowagę, mogących odebrać Tobie wszystko co posiadasz. Drobne sytuacje, połączone z tym kim jesteś, reakcja łańcuchowa. Ja to widzę, przyczyna i skutek. Miliardy małych elementów, pozornie nic nieznaczących w codziennej służbie dla Ciebie i przeciw Tobie. Połączenia, między budzikiem, który nie zadzwonił, a spowodowanym przez to wypadkiem samochodowym. Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak wiele czynników tutaj działa. Temperatura, deszcz, słońce, wiatr, czyjaś niedopita kawa, kartka, która przykryła kluczyki od samochodu, bateria, która się wyczerpała i setki innych. Kiedy zaczynasz to rozumieć, jesteś najbezpieczniejszym człowiekiem na ziemi, codziennie dbasz o to, aby wszystko było w porządku... ale potem, stajesz się leniwy, przestajesz uważać i właśnie wtedy zaczyna się to wszystko dziać. Nie możesz tego zatrzymać, nie możesz przed tym uciekać, nie możesz nawet próbować tego spowodować. Niczego nie możesz. Jesteś absolutnie bezsilny. Ten kto powiedział że istnieje wolna wola, chyba zapomniał o tym, jak często traci panowanie nad samym sobą i własnym życiem. Przecież jestem człowiekiem ? i znowu brzmisz jak małe dziecko. Powiedz, gdyby pewnego dnia, Twój mikser kuchenny odezwałby się do Ciebie i stwierdził, że też jest człowiekiem, uwierzyłbyś mu? Dlaczego nie? Bo nie ma rąk i nóg, organów wewnętrznych? Ale przecież myśli, mówi, oznajmia że wszystko rozumie i jest świadom swojego jestestwa. W jaki sposób odróżniłbyś siebie samego od miksera? Na jakiej podstawie? Różnic zewnętrznych? Na tej zasadzie mógłbyś stwierdzić, że każdy kto wygląda inaczej niż Ty, nie jest człowiekiem. A może to Ty jesteś takim mikserem? Z czego składa się Twoje życie? Z codziennie wykonywanej pracy, z naprawiania popsutych rzeczy, robienia posiłków. Czy odmówisz mikserowi prawa do życia tylko dlatego, że potrafi jedynie ucierać ciasto? Powiesz mi, że Ty czujesz, a mikser nie. Skąd wiesz? Bo nie mówi, że go boli gdy nim rzucasz o ścianę? Co zatem należałoby zrobić z głuchoniemymi, też rzucić o ścianę? Chcesz zatem stwierdzić że przestaniesz być człowiekiem, gdy tylko dopadnie Cię paraliż? Gdy oślepniesz, ogłuchniesz, nie będziesz mógł mówić, a Twoje ciało przestanie odbierać bodźce zewnętrzne, przestaniesz być człowiekiem? To kim Ty jesteś, skoro każdego dnia możesz przestać być sobą? Wiem kim jestem. Tak? Kim? Wiem to! Odpowiedz. Wiem to! Przestań to powtarzać i odpowiedz. Nie znasz odpowiedzi, prawda? Nie ma odpowiedzi. Gdy się jest nikim, nie można być sobą. Gdzie jestem? Powinieneś raczej zapytać gdzie Ty jesteś. Ja spaceruję w bezchmurną noc po parku. Lubię tak pewnie kroczyć przed siebie, kiedy wiatr bezlitośnie targa moim ubraniem. Zmagam się wtedy z całym wszechświatem, zaciskam zęby, wbijam wzrok prosto przed siebie i idę uderzyć przeciwko wszystkiemu. A gdy tak idę to nie widzę drogi, tylko samego siebie z lotu ptaka. Jakąś niewyraźną sylwetkę w dole, przemieszczającą się między drzewami. Oddycham bardzo głośno, to dodaje energii. To trwa chwilę, ale dla mnie jest jak całe życie. Widzę obrazy, własną twarz, samego siebie, pewny krok, zaciśnięte pięści, ubranie trzepoczące na wietrze. Jakiś dźwięk i znowu widzę pokój. Miałeś już tak kiedyś, prawda? Daj mi spokój. Przestań chować się w dłoniach i odpowiedz. Nie teraz. A kiedy? Nie wiem. Nie wiesz? Jak to nie wiesz? Po co zakrywasz się rękami, to w czymś pomaga? Lepiej się czujesz? Ach tak, zapomniałem że w Twoim przypadku dobre samopoczucie to podstawa, tylko podstawa czego?
Wiesz, nie chcę już dalej z Tobą rozmawiać. Gdybym potrzebował się tylko wygadać to wziąłbym kartkę i ołówek. Ja chciałbym coś zmienić, kogoś, wiesz? Chciałbym zmienić Ciebie, chciałbym Cię czegoś nauczyć. Boisz się zmian? Wiem, ludzie boją się zmian, nawet tych na lepsze. Zawsze to jakaś niewiadoma, a tak, to co masz może i nie jest dobre, ale za to pewne i jest czego się trzymać. To dziwne, że niektórzy wolą się chwycić brzytwy zamiast tratwy. Pochmurne niebo i blady księżyc. W zasadzie w ciągu całego dnia najciekawsza jest właśnie noc. Niekiedy w ciągu całego życia, najciekawszy jest sen. Lubię ciemność i chłód, zwłaszcza wtedy, gdy przestaje mi na czymkolwiek zależeć. Czasami lubię przechadzać się w niebezpieczne miejsca, dotykam ostrych narzędzi lub nie zwracam uwagi na otoczenie; dobrze jest czasem coś dodatkowo sobie pokazać. Przynajmniej wie się, co się dzieje.
24.12.05 |
|||||||||||