Marcin Makowski

Faja


Przecieram łapą po mordzie. Przecieram skórę palcami, twardo przyciskam by poczuć kości i siebie poczuć. Oczy też przecieram. Wszystko pocieram na około. Odruchowo dotykam ust dwoma palcami, ale nie mam w nich fajki. Zapaliłbym. Przecieram łapą po brodzie, sam nie wiem czy szczotka zarostu czyści łapę, czy łapa czyści spoconą brodę. Za oknem żar, w pokoju zaduch. Tak siedzę przed kompem i ssę język, próbuję zapomnieć o fajce. Może się jakaś gdzieś ostała. Zaglądam pod biurko i ze sterty syfu wyciągam zgniecioną paczkę. Wysypuje się z niej suchy tytoń, ale fajki w środku nie ma. Szeleszczę starym papierem, a potem pukam nim w biurko. Ze środka wysypuje się jeszcze trochę suszu. Może by to zwinąć w bibułkę i zapalić? Nie mam bibułki, może zwykły papier? Nie. Za mało tego. Mam dwa złote w kieszeni i parę groszy. Przebieram palcami po biurku, oblizuję zeschłe wargi i dygoce jedną nogą. Może gdzieś w starym barku są jeszcze jakieś grosze, można by skupić butelki... może starczyłoby na fajki. Mordę mam całą spoconą to znów przecieram po niej brudną łapą. Gówniany mały pokoik ze starymi meblami. Zza żaluzji przebija sierpniowy żar. Otwieram szybko kolejne szuflady i zaraz zamykam. Rzucam głową na boki w nadziei że coś przeoczyłem. Szperam po półkach. Wychodzę z pokoju torując sobie drogą wśród ubrań na podłodze. Przechodzę w lewo do dużego i otwieram drzwi na balkon. Na parapecie leży popielniczka, jest niedopałek w środku. Nie, tak nisko żeby niedopałki palić to nie upadnę. Nieco za blokiem dzieciaki grają w piłkę. Coś krzyczą do siebie, ale ja nie słyszę. Poniżej mnie jest sklep. W sumie to taka budka. W sumie trochę zostało tego papierosa, szkoda by go zmarnować. Odruchowo patrzę po oknach czy nikt nie podgląda, wyciągam niedopałek z popielniczki, przytykam do ust i przypalam. Żar doszedł za szybko do filtra. Nie poczułem różnicy. Rzucam kiepa w popielniczkę i wracam do pokoju. Kładę się na łóżko i zaraz wstaję. Wygrywam dłońmi rytm na udach. Zawieszam ręce na kieszeniach spodni. Wypadam z domu pospiesznie zamykając drzwi i zaraz z klatki prosto w sierpniowe słońce.
- młody, nie masz papierosa? - rzucam do gnojka siedzącego na schodkach.
- nie - kłamie gówniarz bo wie że nic mu nie zrobię, brat za tydzień na przepustce wychodzi.
- a to się pierdol - rzucam pod nosem, ale chyba mnie nie słyszy.
Sięgam do kieszeni i wysypuję na dłoń parę srebrnych monet, parę miedzianych, trochę skołtunionych nitek i paprochów różnego pochodzenia. Za mało, kurwa za mało. Mielę jęzorem dotykając to zębów, to podniebienia. Słońce przebija się znad chudego drzewa i wszystko ma ten duży słoneczny kontrast jak w filmach Tarantino. Spluwam w bok, patrzę znowu na gówniarza jak dalej siedzi na schodkach. Nie rozumiem, ale zaczynam gdy tylko dobiegają mnie odgłosy kłótni z okna jego domu. Siedzi gówniarz ze zwieszoną głową.
- Młody, masz tu kurwa i dawaj faję - rzucam w niego dwuzłotówką, ta odbija się od nogi i wędruje na popękany chodnik.
Młody patrzy przez moment, wyciera smarka z brudnej twarzy wierzchem dłoni i schyla się po monetę. Wstając ściska ją w pięści, wyciąga z kieszeni faję i podaje mi bez słowa. Potem biegnie do sklepiku by za chwilę wypaść z niego z paczką chipsów i pobiec na boisko. Mizernie wygląda ten papieros, ale z rozkoszą wkładam go w usta. Przechodzę pod trzepak gdzie stoi stara ławka i rozkładam się na niej tak, że prawie leżę. Czuję jak suchy filtr nasiąka moją śliną, ten smak papierosa jeszcze przed zapaleniem. Zapalam i zaciągam się nim jakbym łapał oddech po wynurzeniu z wody. Spocone powietrze już mi tak nie przeszkadza. Trzymając fajkę między palcami, rozpościeram ręce na szerokość ławki i patrzę kto wchodzi do mojego bloku.



Dla Michała Krawiela

10.08.06
Marcin Makowski






© Copyright by Marcin Makowski